Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Carina Gubin postraszyła Piasta Gliwice w Pucharze Polski. III-ligowiec odpadł, ale z podniesioną głową. Dwa gole Denisa Matuszewskiego

Łukasz Koleśnik
Łukasz Koleśnik
Wideo
emisja bez ograniczeń wiekowych
Przygoda Cariny Gubin w Fortuna Pucharze Polski dobiegła końca. III-ligowiec przegrał z klubem z Ekstraklasy - Piastem Gliwice (2:5), ale pokazał charakter. Carina zdołała wrócić z wyniku 0:2 i zremisować po golach Denisa Matuszewskiego. W końcówce zabrakło jednak sił i pojawiły się błędy...

CARINA GUBIN– PIAST GLIWICE 2:5 (0:2)

  • Bramki: Matuszewski 2 (51, 64) - Tomasiewicz (20), Dziczek (27), Ameyaw (83), Mosór (87), Chrapek (90 - z karnego).
  • Carina: Seweryn - Płonka (od 89 min Szymański), Rutkowski, Hrabovskyj - Haraszkiewicz (od 80 min Szela), Diduszko (od 89 min Radomski), Nazar, Więcek, Łoboda (od 74 min Paraszczak), Staszkowian - Matuszewski (od 90 min Konstanty).
  • Piast: Plach - Mokwa, Mosór, Czerwiński (od 46 min Huk), Katranis (od 55 min Holubek) - Kądzior (od 46 min Pyrka), Dziczek (od 69 min Chrapek), Tomasiewicz, Szczepański (od 89 min Bykowski), Ameyaw - Félix.
  • Żółte kartki: Rutkowski, Matuszewski, Hrabovskyj - Mosór.
  • Sędziował: Karol Arys (Szczecin).
  • Widzów: 999.
Carina Gubin odpadła z Pucharu Polski po porażce z Piastem Gliwice (2:5).

Carina Gubin postraszyła Piasta Gliwice w Pucharze Polski. I...

W ostatnich tygodniach o Carinie Gubin w całej piłkarskiej Polsce zrobiło się głośno. Był to jedyny przedstawiciel III ligi, który awansował do 1/8 finału Fortuna Pucharu Polski. Po drodze gubińska drużyna sprawiała niespodzianki, eliminując rywali z II ligi - Radunię Stężyca i Stal Stalową Wolę. Program Cafe Futblol na Polsacie zrobił reportaż o małym klubie przy granicy polsko-niemieckiej.

W końcu Carina trafiła na przeciwnika z Ekstraklasy - Piast Gliwice. W czwartek (7 grudnia) Carina podjęła byłego mistrza Polski na stadionie miejskim przy ulicy Sikorskiego w Gubinie. Po 45 minutach meczu wydawało się, że gospodarzy czeka lanie. Tak jednak nie było...

Piłkarskie święto w Gubinie

Dla małego Gubina było to wielkie wydarzenie i było to widać na stadionie. Kamery, bandy reklamowe, mnóstwo fotografów. Pomimo niesprzyjającej pory (mecz odbywał się w samo południe w środku tygodnia) wykupione zostały wszystkie bilety, czyli 999 miejsc (nie była to impreza masowa, więc nie można było na obiekt wpuścić więcej kibiców).

Pierwsza połowa rozpoczęła się zgodnie z przewidywaniami. Faworyt z Gliwic naciskał i kilka razy swoją drużynę musiał ratować Tymoteusz Seweryn. Szczególne wrażenie zrobiła parada po rzucie wolnym pośrednim przy samej bramce Cariny, gdzie golkiper świetnie zablokował strzał rywala.

Gospodarze mogli nawet prowadzić w tym spotkaniu. W 9 minucie spotkania Carina przeprowadziła świetną kontrę, po której František Plach został wywołany do tablicy. Niestety, była to jedna z niewielu sytuacji stworzonej przez miejscowych w pierwszej połowie.

W 20 minucie bramkarz Cariny popełnił błąd i zagrał piłkę wprost pod nogi rywala, który stał na 20 metrze. Piast przeprowadził szybką akcję, Miłosz Szczepański dośrodkował piłkę, na drugim słupku był niekryty Grzegorz Tomasiewicz, który dołożył głowę i umieścił piłkę w siatce. Po 27 minucie było już 0:2 - kolejne dośrodkowanie, tym razem Damiana Kądziora, które trafiło na głowę Patryka Dziczka i ten powiększył przewagę gości. Po tym trafieniu już niewiele się działo. Carina częściej utrzymywała się przy piłce, a Piast przestał agresywnie pressować i wynik 0:2 utrzymał się do przerwy.

Dominacja Cariny od 45 do 80 minuty

Pomimo trudnych warunków i niesprzyjającej murawie, Carina starała się grać "swoją piłkę", czyli krótkie podania, na jeden kontakt. W II połowie nie zmienili podejścia, ale wyszli bardziej agresywnie. To był prawdziwy popis Cariny.

W 51 minucie po rzucie wolnym Bartosz Rutkowski wyskoczył w polu karnym i przedłużył dośrodkowanie. Do piłki dopadł Denis Matuszewski i kibice na stadionie wydali radosny okrzyk, gdy piłka wpadła do siatki. Chwilę później napastnik Cariny znalazł się sam na sam z Plachem, ale ten świetnie skrócił kąt i wybronił uderzenie.

W 64 minucie Plach musiał już wyciągać piłkę z siatki. Carina napierała, kapitan miejscowych Przemysław Haraszkiewicz wrzucił piłkę sprzed pola "szesnastki", do piłki na wślizgu dopadł Matuszewski, który ustrzelił dublet. Trybuny oszalały ze szczęścia! Kibice w młynie śpiewali tak głośno, jak jeszcze nigdy dotąd.

Carina stwarzała kolejne sytuacje i było blisko niespodzianki. W końcówce jednak zabrakło sił i obrona gospodarzy zaczęła popełniać błędy. W 83 minucie piłkę do bramki z bliskiej odległości wpakował Michael Ameyaw. Ariel Mosór podwyższył wynik na 2:4, a w doliczonym czasie gry został podyktowany rzut karny dla gości, który na bramkę zamienił Michał Chrapek.

Wynik nie odzwierciedlał tego, jak wyglądało spotkanie. Carina postawiła się zespołowi z Ekstraklsy i młodzi piłkarze gubińskiego klubu schodzili z boiska z podniesionymi głowami.

Iwanicki: Doszliśmy tutaj i to już jest dla nas wielka historia
Choć porażka bolała, bo blisko było, aby doprowadzić do dogrywki, to trudno w przypadku Cariny mówić o niedosycie. Z postawy piłkarzy z Gubina zadowolony był prezes III-ligowca, Andrzej Iwanicki.

- Jestem dumny. To wielka historia, że doszliśmy do tego miejsca i sprostaliśmy zadaniu pod względem organizacyjnym - mówi A. Iwanicki. - Do tego chłopcy tanio skóry nie sprzedali, postraszyli klub z Ekstraklasy. Myślę, że za rok nasi piłkarzy będą bardziej doświadczeni i będziemy wyglądali lepiej.

- Pierwsza połowa na korzyść Piasta - komentuje Kacper Staszkowian. - Druga połowa wyglądała już inaczej. Pomimo tego, że Piast nas przeczytał, to strzeliliśmy dwie bramki. W końcówce zabrakło nam trochę sił, trochę mentalności. Pojawiły się błędy, które popełniamy też w lidze. Wyszedł znów brak doświadczenia, ale to zaprocentuje w przyszłości.

- Gra na takim etapie w Pucharze Polski z takim rywalem, to było marzenie wielu chłopaków. Pierwszy raz graliśmy na takim poziomie i w takiej oprawie - dodał Staszkowian.

- Jak na nasze możliwości, to dobrze zagraliśmy z klubem z Ekstraklasy. Wróciliśmy z 0:2! - zaznacza Denis Matuszewski. - Szkoda tej końcówki, niepotrzebnych błędów. Ale cieszymy się, że na tle takiej drużyny w drugiej połowie zagraliśmy swoje. Jestem bardzo zadowolony z mojego występu. Była szansa nawet na hat-tricka. To byłoby coś!

CZYTAJ RÓWNIEŻ:

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na sulechow.naszemiasto.pl Nasze Miasto